Skip to content

Formularz polskiego dokumentu królewskiego doby wczesnonowożytnej

Polski dokument królewski w epoce wczesnonowożytnej (wieki XVI i XVII) generalnie kontynuował średniowieczny formularz. Jednocześnie jednak formularz ten ulegał zróżnicowaniu. Wykształciła się odrębna praktyka kancelarii w zakresie wystawiania pergaminowych przywilejów wieczystych, często zdobionych, z pieczęciami przywieszanymi na sznurach i chronionych drewnianymi lub woskowymi, później metalowymi puszkami, oraz odrębna w zakresie przywilejów czasowych, przygotowywanych na papierze z pieczęcią wyciśniętą bezpośrednio pod tekstem.

Dokumentów czasowych wystawiano znacznie więcej niż wieczystych. Były to przywileje, które ze swej natury musiały w pewnym momencie wygasnąć. Znajdujemy w tej grupie nominacje na urzędy, nadania starostw i dóbr królewskich, zwolnienia podatkowe. Dokumenty doczesne odznaczały się formularzem skróconym, na który składały się: uproszczona intytulacja, promulgacja, narracja, dyspozycja, korroboracja, datacja, formuły kancelaryjne oraz subskrypcja.

Przywileje wieczyste zasadniczo zachowały pełen formularz. Zanikła tzw. arenga, czyli preambuła wyjaśniająca ogólne powody wystawiania dokumentów lub dokumentów konkretnego typu. Powiększył się za to zestaw formuł końcowych, uwierzytelniających dokument lub wskazujących na osoby odpowiedzialne za ich przygotowanie.

Niżej przedstawiony zostanie pełen formularz polskich dokumentów królewskich wychodzących pod imionami ostatnich Jagiellonów i Wazów.

Rozpoczyna dokument wezwanie imienia Boskiego ujęty w formułę zwaną inwokacją (w imię Pańskie amen).

Zaraz po inwokacji następuje formuła perpetuacyjna, charakterystyczna tylko dla dokumentów wieczystych, których walor prawny jest bezterminowy (na wieczną rzeczy pamiątkę).

W dalszej kolejności następowała w średniowieczu formuła zwana arengą stanowiąca mały wywód teologiczny, filozoficzny, prawno-państwowy, luźno lub wcale nie związany z treścią przywileju, a tłumaczący, dlaczego dokumenty w ogóle są wystawiane (pamięć bowiem ludzka jest ulotna, a pisma są trwałe), lub też dlaczego wystawia je król (godzi się nagradzać zasłużonych, rozdawać łaski i dobra). Formuła ta w XVI wieku stawała się coraz rzadsza, aż całkiem zanikła. Zwiększające się obciążenie kancelarii pracami aktotwórczymi skłaniało do upraszczania formularza i rezygnacji z formuł niepowiązanych z treścią prawną.

Ważna rola przypadała następującej w przywilejach wieczystych po arendze intytulacji określającej wystawcę dokumentu. Była ona narzędziem propagandy państwowej. Na intytulację wypada spojrzeć jako na umieszczony na miejscu naczelnym w każdym dokumencie krótki wykład pewnej doktryny prawno-państwowej. Wykład, który ponadto łatwiej jest zmieniać niż analogiczny przekaz zawarty w legendzie pieczętnej. Odciskał się on w umysłach odbiorców, którzy czytali lub tylko słuchali odczytywanie dokumentu po mszy w kościele lub na rynku w dzień targowy. Każda zmiana w intytulacji przekazywała wiadomość o zaistnieniu nowej sytuacji politycznej, a przez późniejsze powtarzanie utrwala tę wiedzę w świadomości społecznej. Intytulacja królewska jako wyraz „kancelaryjnej” czy „dworskiej” koncepcji władztwa danego monarchy. Tytulatura skrócona określała króla polskiego jako jednocześnie wielkiego (lub najwyższego, jeśli Litwą rządził osobny wielki książę) księcia litewskiego, księcia ruskiego, pruskiego i czasem mazowieckiego. Tytulatura pełna po unii mielnickiej 1501 roku była taka: król polski, wielki książę litewski, książę krakowski, sandomierski, sieradzki, łęczycki, kujawski, ruski, pruski, chełmiński, elbląski, pomorski. Później doszły odniesienia do licznych kolejnych ziem włączanych do Korony: Mazowsza, Żmudzi, Podola, Podlasia, Wołynia, Kijowa, Czernihowa, Smoleńska, Siewierza, wreszcie Inflant.  

Promulgacja, czyli formuła bardzo techniczna, zapowiadająca ogłoszenie woli monarszej (oznajmiamy wszystkim teraźniejszym i przyszłym ten akt czytającym) miała charakter zdania pozwalającego płynnie przejść do właściwej treści dokumentu.

Rozpoczynała tę część przywileju tak zwana narracja, czyli opowieść o tym jak doszło do wystawienia tego konkretnego dokumentu. Czasem była to tylko krótka wzmianka o zasługach obdarzonego przywilejem, czasem o czyimś wstawiennictwie lub zasięgnięciu rady senatorów, zdarzały się jednak prawdziwe obszerne opowieści o życiu i zasługach osoby nagrodzonej nadaniem. Narracja miała uzasadniać właśnie dokonanie tego nadania przez króla.

Samo nadanie określone było precyzyjnie w części dokumentu zwanej dyspozycją. Dyspozycje były różnej długości. Raz wymieniały jedynie nadany urząd, innym razem określały szczegółowo ustrój miasta i jego uprawnienia, jak to mamy w przywilejach lokacyjnych.

Korroboracja wymieniała środki uwierzytelnienia, jakimi posłuży się wystawca dokumentu. Długo była to tylko pieczęć, w epoce nowożytnej zacznie się pojawiać zapowiedź podpisu królewskiego stawianego od razu na pierwszym miejscu przed pieczęcią.

W epoce nowożytnej zachodził proces różnicowania się formuł datacyjnych. Trzymające się tradycyjnego formularza dokumenty wieczyste zachowały do końca datowanie według kalendarza chrześcijańskiego. Dokumenty czasowe, a także mandaty i listy, zaczęto datować tak jak czynimy to obecnie, a więc numerując dni w obrębie miesięcy. Jest to wyraz uproszczenia procedur administracyjnych i sekularyzacji życia publicznego. Datacja chrześcijańska stała się więc kolejnym elementem nadającym dokumentowi uroczystszy charakter.

Pamiątką dawnych czasów, gdy wolę władcy ogłaszano na wiecach w obecności licznie zgromadzonych dostojników i wszystkich ludzi wolnych była formuła zwana testacją. Była to lista świadków akcji prawnej, którą ogłaszano ustnie, a która dopiero po pewnym czasie ubierana była w formę pisanego dokumentu.

Za panowania Kazimierza Jagiellończyka pojawia się podpis jako forma uwierzytelnienia dokumentu, ale najpierw jest to subskrypcja kanclerza lub podkanclerzego. Począwszy od Jana Olbrachta najpierw sporadycznie, z czasem coraz częściej na dokumentach pojawia się podpis królewski. Charakterystyczne dla polskiej praktyki kancelaryjnej doby ostatnich Jagiellonów jest to, że przywileje uroczyste i czasowe z zasady podpisywane są nie przez króla, a kanclerzy. Podpisy królewskie stają się normą w korespondencji i czasem mandatach, a więc aktach administracyjnych. Po unii lubelskiej 1569 roku, a już ostatecznie od reformy kancelarii, która zaszła w czasie krótkiego panowania Henryka Walezego, normą staje się podpis królewski uwierzytelniający przywileje. Z czasem obok niego na dokumencie zaczynają podpisywać się sekretarze królewscy odpowiedzialni za konkretne dokumenty, ale tę subskrypcję należy traktować jako wskazanie odpowiedzialności kancelaryjnej, a nie właściwy środek uwierzytelnienia. Nie wymieniają go bowiem korroboracje.

Obok podpisu pojawiały się formuły wskazujące na odpowiedzialność kancelaryjną za sporządzenie dokumentów. Należy do nich: datum per manus (=dane przez ręce) i formuła relacyjna (relatio, ad relationem) wskazujące imiennie osobę lub osoby odpowiedzialne za inicjatywę i kształt dokumentu, formuła komisyjna (commissio, ad commissionem), ad mandatum (na polecenie), dominus rex per se (pan król sam z siebie) informujące o samodzielnym zaangażowaniu władcy w wygotowywanie dokumentu.

Pewne odmienności formularza spotykamy w przypadku mandatów. Mandaty były aktami administracyjnymi, nakazującymi dokonać konkretnych czynności, od zebrania się na sejmikach, poprzez polecenie rozsądzenia konkretnych spraw spornych, aż po tak drobne, jak naprawa muru w zamku wawelskim. Za mandaty uznać trzeba listy przypowiednie, na podstawie których rotmistrzowie na królewskie polecenie werbowali roty. Cechami charakterystycznymi mandatów stały się ostatecznie: skrócona intytulacja, inskrypcja (inaczej adres, czyli wskazanie konkretnej osoby lub ciała zbiorowego, którym król poleca wykonać rozkaz zawarty w mandacie), narracja, dyspozycja, czyli polecenie zaczynające się zwykle od słowa mandamus, sankcja zawierająca życzenie, by inaczej, niż chce król się stało (jest to formuła charakterystyczna właśnie dla mandatów), datacja, formuły kancelaryjne, o których mowa była wyżej.

Odmienności formularzowe występowały również w przypadku listów królewskich. List do władcy obcego, stojącego w hierarchii wyżej od króla polskiego (papieża, cesarza) lub na tym samym stopniu dostojeństwa (do innego króla) zaczynał się od imienia i tytulatury adresata, po czym szły dopiero imię i tytuły nadawcy. Innymi zasadniczymi cechami takich listów były podpisy monarchy i częstsze niż w innych rodzajach dokumentów stosowanie pieczęci sygnetowej. Wskazywało to powstawanie korespondencji królewskiej w dużym stopniu poza kontrolą kanclerza i podkanclerzego. Listy królewskie do książąt niższych dostojeństwem i innych adresatów zaczynają się od imienia i tytulatury królewskiej, po czym dopiero następuje inskrypcja identyfikująca adresata. Nie przeszkadza to umieszczaniu adresu na odwrociu listu, bo przecież list zamykany był pieczęcią i adres in dorso był warunkiem jego dostarczenia właściwej osobie. List od mandatu różnił się tym, że zamiast sankcji posiadał życzenia końcowe (obok życzeń początkowych w inskrypcji), nie ma dyspozycji w formie polecenia, a narracja i dyspozycja zastąpione są treścią zasadniczą listu, która może zawierać wyłącznie warstwę informacyjną, choć często przeplatającą się z prośbami lub żądaniami skierowanymi do adresata.